Prywatyzacja świata
Od lat 80. XX wieku trwa globalny proces, który ekonomiści nazywają neoliberalną globalizacją. Jego filarami są: masowa prywatyzacja usług i dóbr publicznych (energetyka, transport, zdrowie, infrastruktura), wzrost znaczenia korporacji ponad państwami, głęboka finansjalizacja gospodarki, bezprecedensowa koncentracja kapitału oraz przenoszenie realnej władzy decyzyjnej z poziomu narodowego na ponadnarodowe instytucje finansowe, regulacyjne i technologiczne.
Można to nazwać prywatyzacją świata. Niektórzy analitycy spekulują, że jednym z przyszłych egzekutorów tego modelu może stać się tzw. Rada Pokoju – nowa struktura międzynarodowa o silnie scentralizowanej, personalistycznej formule przywództwa. Choć formalnie powstała w celu stabilizacji konfliktów (m.in. w Strefie Gazy), jej konstrukcja i nadzwyczajne uprawnienia budzą pytania, czy nie jest to kolejny krok w kierunku prywatyzacji nawet zarządzania międzynarodowego.
Termin „prywatyzacja świata” ma jednak także wymiar głębszy i bardziej metaforyczny. Chodzi o fundamentalną zmianę relacji człowieka z własnością. Najbardziej wyrazistym symbolem tego przesunięcia stało się hasło „You will own nothing and be happy”, spopularyzowane przez Światowe Forum Ekonomiczne. Pochodzi ono z tekstu duńskiej polityk Idy Auken z 2016 roku – futurystycznej wizji gospodarki współdzielenia w 2030 roku. Hasło szybko stało się ikoną szerszego trendu: zastępowania własności dostępem.
Jakie realne mechanizmy pchają świat w tym kierunku?
Ekonomia dostępu rośnie znacznie szybciej niż ekonomia własności. Subskrypcje zastępują zakup – od oprogramowania i filmów po samochody i mieszkania. Platformy nie sprzedają już produktów, lecz kontrolują dostęp do infrastruktury cyfrowej, danych i rynku. W modelu platformowym przewagę ma nie ten, kto posiada kapitał fizyczny, lecz ten, kto posiada algorytm i chmurę.
Koncentracja kapitału osiągnęła poziom nienotowany od początku XX wieku. Giganci technologiczni dysponują budżetami większymi niż wiele państw średniej wielkości. Rządy coraz częściej nie regulują ich przeciwko nim, lecz współpracują – tworząc hybrydowy, publiczno-prywatny system zarządzania.
Finansjalizacja i zadłużenie
W świecie, w którym większość aktywów kupowana jest na kredyt, formalna własność coraz częściej oznacza jedynie obciążenie długiem wobec banku lub funduszu. W praktyce staje się ona warunkowa.
Cyfrowa identyfikacja i systemy reputacyjne.
Gdy dostęp do pracy, finansów, mobilności czy usług będzie zależał od cyfrowego profilu, kontrola nad infrastrukturą danych stanie się najpotężniejszym instrumentem władzy.
Te procesy prowadzą Yanis Varoufakisa określa mianem technofeudalizmu. Platformy działają jak nowi feudalni lordowie: użytkownicy płacą „czynsz” w postaci danych, uwagi i zachowań, a dostęp zastępuje tradycyjną własność.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz nie wygląda więc jak totalna konfiskata majątku wszystkich obywateli. Bardziej realistyczny jest model „warstwowy”:
– technoelity posiadają aktywa strategiczne i infrastrukturę,
– malejąca klasa średnia zachowuje ograniczone aktywa, ale żyje w systemie subskrypcyjnym,
– niższe warstwy są całkowicie uzależnione od dostępu przyznawanego (lub odbieranego) przez platformy i instytucje.
W tym sensie hasło „nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy” nie oznacza dosłownego odebrania własności, lecz subtelne przesunięcie całego społeczeństwa w stronę kontrolowanego dostępu. Chodzi o nową architekturę władzy. Pytanie brzmi: gdzie leży punkt równowagi między efektywnością systemu platformowego a zachowaniem suwerenności jednostki i państwa? Jeżeli własność prywatna, decentralizacja i lokalna produkcja będą zanikać szybciej niż zdolność obywateli i państw do wpływania na reguły gry – wtedy „szczęście bez własności” przestanie być marketingową wizją, a stanie się opisem struktury zależności.
