Święta wojna
Pojęcie „świętej wojny” nie jest to już tylko historycznym relikt żywym mechanizmem napędzającym globalne napięcia. Święta wojna, rozumiana jako konflikt motywowany wiarą, męczeństwem i boskim mandatem, staje się narzędziem radykalizacji, zarówno w kręgu islamskim, jak i chrześcijańskim. Religia jako narzędzie kontroli społecznej jest używana od zarania dziejów. W XXI wieku również galvanizuje masy do działania, prowadząc do potencjalnej eskalacji konfliktów na skalę światową.
Islamski dżihad: Męczeństwo jako siła napędowa
W sercu konfliktu z Iranem leży koncepcja dżihadu – świętej wojny przeciwko „wielkiemu szatanowi”, czyli Stanom Zjednoczonym. To nie jest zwykła walka o terytorium czy zasoby; to wojna na śmierć i życie, motywowana chęcią pomszczenia przywódców i obrony wiary. Jak podkreśla wielu analityków, siła, która wiąże Irańczyków razem, to idea męczeństwa, głęboko zakorzeniona w szyizmie – mniejszościowym nurcie islamu, stanowiącym około 10% muzułmanów na świecie. W przeciwieństwie do sunnizmu, szyizm czerpie z historii prześladowań, czyniąc poświęcenie się dla religii i wspólnoty centralnym elementem tożsamości. Śmierć ajatollaha Alego Chameneiego jest postrzegana nie jako klęska, ale jako akt samopoświęcenia, który zmusza naród do dżihadu.
Fatwy z 1 marca 2026 roku przekształciły ten religijny imperatyw w konkretne wezwanie do działania na skalę światową. Według teorii gier czyni to Iran znacznie bardziej zdeterminowanym do długotrwałego oporu niż przeciwników motywowanych wyłącznie ekonomią czy polityką.
Katalizator
Kluczowym „game changerem” w tym kontekście mogłoby być zniszczenie meczetu Al-Aksa w Jerozolimie – trzeciego najświętszego miejsca w islamie. Taki akt, postrzegany jako profanacja, mógłby zjednoczyć muzułmanów ponad podziałami, przekształcając lokalny konflikt w globalną świętą wojnę. To echo koncepcji zderzenia cywilizacji, opisanej przez Samuela P. Huntingtona w książce „The Clash of Civilizations and the Remaking of World Order”. Huntington przewidywał, że w XXI wieku główne konflikty będą przebiegać wzdłuż granic cywilizacyjnych, zwłaszcza między Zachodem a islamem.
Plan trzech wojen
W XIX wieku Albert Pike ustalił ramy do stworzenia tzw. Jednego Porządku Świata. Opierając się na wizjach, które zostały mu rzekomo objawione, napisał w 1871 r. plan wydarzeń, które miały rozgrywać się w XX i XXI wieku. Według Pike’a trzecia wojna światowa miałaby być właśnie zderzeniem cywilizacji, prowadzącym do wzajemnego wyniszczenia i ustanowienia nowego ładu.
„Wojna ta musi być prowadzona w taki sposób, by islam i państwo Izrael wzajemnie się unicestwiły. W tym czasie w innych społeczeństwach, podzielonych odnośnie tej sprawy pojawią się nihiliści i ateiści, którzy wywołają wielką społeczną katastrofę, jaka doprowadzi narody, po pierwsze, do zupełnego ateizmu, a po drugie do barbarzyństwa i krwawych przewrotów. […] Wszędzie na świecie obywatele, zmuszeni do obrony przed rewolucyjnymi mniejszościami, będą prześladować tych niszczycieli cywilizacji. Wielu ludzi, rozczarowanych chrześcijaństwem […], nie wiedząc, gdzie skierować swoje dziękczynienie, przyjmie nauki Lucyfera, którego doktryna ujrzy wtedy światło dzienne. Efektem tego będzie ruch, który unicestwi zarówno chrześcijaństwo, jak i ateizm.”
Chrześcijański mesjanizm: zachodnia antyteza
Jako antyteza islamskiego dżihadu pojawia się radykalny chrześcijański mesjanizm, manifestujący się w polityce amerykańskiej i europejskiej. W Stanach Zjednoczonych raporty organizacji Military Religious Freedom Foundation (MRFF) ujawniają, jak dowódcy wojskowi indoktrynują żołnierzy wizją wojny z Iranem jako „częścią Bożego planu”.
Jeden z dowódców podczas odprawy stwierdził wprost: „Trump został namaszczony przez Jezusa, by wzniecić ogień w Iranie i wywołać Armagedon oraz ogłosić Jego powrót na Ziemię”. To nie polityka, ale mesjanizm w czystej postaci, wzmocniony ceremoniami w Gabinecie Owalnym, gdzie ewangeliccy pastorzy kładą ręce na Trumpie, modląc się: „Dziękujemy Ci za namaszczenie nas do tej pracy… daj naszemu prezydentowi siłę… bycia jednym narodem w imię jedynego Boga”. Nagranie opublikowane przez Dana Scavino podkreśla, jak religia przenika najwyższe szczeble władzy, czyniąc wojnę świętą krucjatą.
Polacy nie gęsi i swój krzyż mają
W Polsce podobną narrację widać w postaci Grzegorza Brauna, który Matkę Boską w klapie marynarki zamienił na powitanie: „szczęść Boże”. Europoseł jest chroniony przez paramilitarną organizację Bronimy Polskiej Granicy (BPG). W oficjalnych sytuacjach występują oni w charakterystycznych strojach przypominających mundury. Na ich naszywkach widnieje polska flaga, godło Rzeczypospolitej z okresu międzywojennego oraz skrót BPG. Charakterystycznym elementem ich wizerunku są również ciężkie różańce noszone na szyjach.
Jedną z osób kojarzonych z tym środowiskiem jest Dariusz Sierhej, który publicznie deklaruje gotowość „poświęcenia się dla Boga i Polski”. Tego rodzaju deklaracje nawiązują do dawnej tradycji religijnego patriotyzmu, w której walka o państwo była równocześnie postrzegana jako obrona wiary. To echo Ruchu Intronizacji Chrystusa – nurtu świecko-religijnego w Polsce, dążącego do oficjalnego uznania Jezusa za króla narodu i państwa przez najwyższe władze świeckie i duchowne. Tymczasem sam Braun głosi, że „celem istnienia państwa polskiego jest, żeby papież rzymski miał wiernego rycerza”.
Problem. Reakcja. Rozwiązanie
W kontekście nowej fali uchodźców do Europy, radykalizacja nastrojów mogłaby przyspieszyć zamknięcie granic. Dr Leszek Sykulski zwraca uwagę na możliwość wystąpienia szeregu zdarzeń sabotażowych, w tym podpaleń, wybuchów i zamachów bombowych, niekoniecznie ze strony zakonspirowanej siatki irańskiej. Dałoby to pretekst do wdrożenie systemów nadzoru i cenzury. Gotowanie żaby trwa. Na końcu czekają nas cyfrowe dowody tożsamości czyli Digital ID oraz w pełni transparentne ( i monitorowane ) CBDC.
Niektórzy publicyści postrzegają te wydarzenia jako preludium do „Dnia X” czyli rewolty muzułmańskiej w Europie.
Gdzie dwóch się bije…
W zderzeniu cywilizacji, gdzie islam i chrześcijański Zachód angażują się w świętą wojnę, prowadzącą do wzajemnego wyniszczenia, nie można pominąć roli trzeciego gracza, który może wyjść z tego konfliktu wzmocniony. Stare przysłowie „gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta” idealnie pasuje do wizji, w której na gruzach znanego nam świata ma powstać Pax Judaica – era dominacji żydowskiej cywilizacji, opartej na mesjańskich proroctwach i strategicznej pozycji Izraela. W kontekście planu Pike’a to państwo żydowskie mogłoby stać się beneficjentem chaosu, wykorzystując osłabienie rywali do umocnienia swojej hegemonii.
W tej narracji, konflikt między dżihadem a mesjanizmem chrześcijańskim tworzy próżnię, w którą wkroczyć może syjonizm, postrzegany przez niektórych jako siła dążąca do globalnej rekonstrukcji. Zniszczenie Al-Aksa mogłoby być interpretowane jako krok ku odbudowie Świątyni Salomona – centralnego elementu żydowskiej eschatologii. W efekcie, po eskalacji i kryzysie, nowy porządek świata mógłby być kształtowany pod auspicjami Pax Judaica, gdzie Izrael, wsparty przez diaspory i sojusze, narzuca reguły gry. To nie tylko geopolityka, ale też spełnienie proroctw, w których „naród wybrany” odzyskuje dominację po wiekach diaspora i prześladowań. W tym scenariuszu, święta wojna staje się katalizatorem nie tyle unicestwienia, co transformacji, gdzie z popiołów rodzi się nowa hierarchia cywilizacyjna.
Zakończenie
Święta wojna to mechanizm, w którym religia nadaje sens życiu, motywując do poświęcenia. W Iranie męczeństwo szyitów pcha do dżihadu, w USA mesjanizm ewangelików usprawiedliwia Armagedon. Jeśli te siły zderzą się skutki mogą być katastrofalne: eskalacja konfliktów, nowa fala uchodźców i kryzys państw narodowych.
