Niech Duch będzie nam hetmanił!

Wiek XXI postawił przed współczesnymi Polakami wyzwanie bezprecedensowe w naszych dziejach. Po dekadach wojen, zaborów i totalitaryzmów, w których wróg nadchodził z widocznym, kinetycznym orężem, znaleźliśmy się w rzeczywistości o wiele bardziej podstępnej. Dzisiejsze linie frontu nie przebiegają wzdłuż rzek czy ufortyfikowanych granic – zostały przeniesione bezpośrednio do naszych głów. Żyjemy w epoce permanentnej wojny informacyjnej, w której najgroźniejszą bronią nie jest odebranie człowiekowi życia, lecz bezszelestne przeprogramowanie jego umysłu. W tym starciu, jako społeczeństwo, stoimy dziś boleśnie bezbronni. Dlaczego? Ponieważ daliśmy się oduczyć tego, co dla przetrwania każdej wspólnoty najważniejsze: myślenia celowego.

Gdy przyjrzymy się spuściźnie Polskiej Szkoły Cybernetyki – genialnym, matematycznym dowodom Mariana Mazura i ich społecznemu rozwinięciu przez docenta Józefa Kosseckiego – oraz współczesnej myśli narodowej reprezentowanej przez dr Magdalenę Ziętek-Wielomską i Dominika Dudka, wyłania się z nich jeden, porażający wniosek: polski naród cierpi na sterowniczą ślepotę. Przez pokolenia systematycznie wycinano nasze elity przewodnikowe i tresowano nas w zajmowaniu się wyłącznie metodami i zasobami, odbierając nam zdolność kreowania własnych celów.

Dziś przeciętny Polak, pytany o życiowe dążenia, wskazuje na metody: chce zdobyć unijną dotację, kupić lepsze auto, skończyć narzucony przez system kierunek studiów. Zapomnieliśmy, że to nie są cele – to jedynie narzędzia, które ktoś inny nam podsunął. Prawdziwy cel został podmieniony. Zastąpiono go iluzją bezpieczeństwa, konsumpcjonizmem i paradygmatem świętego spokoju: „Idź do sklepu, kup tanią szynkę, napij się piwa, a resztę zostaw nam – my, urzędnicy, korporacje i zagraniczni decydenci, zadbamy o ciebie”.

To klasyczna, podręcznikowa operacja inżynierii społecznej. Pozbawiony własnego celu człowiek – oraz cała zbiorowość – traci status systemu autonomicznego. Staje się systemem sterowanym z zewnątrz, darmowym rezerwuarem „mocy roboczej”, którą silniejsze, lepiej zorganizowane narody bezlitośnie na nas przerzucają. To energetyczna podstawa nowoczesnego neokolonializmu.

Ratunkiem przed tą niewidzialną kapitulacją jest powrót do wezwania, które z głębi XIX wieku, poprzez cybernetyczne analizy Kosseckiego, trafia prosto w naszą współczesną rzeczywistość: Niech Duch będzie nam hetmanił!

Czym jest ów „Duch” w przełożeniu na chłodny język nauki o sterowaniu? To nic innego jak głęboko zakorzeniony, niezłomny, wewnętrzny obraz celu. To system wartości, tożsamość i etyka cywilizacji łacińskiej, w której prawda i poznanie stoją zawsze przed ideologią, a moralność przed literą stanowionego przez silniejszych prawa. Gdy Duch staje się naszym hetmanem, w naszych rękach i umysłach materializuje się najpotężniejsza tarcza kontrwywiadowcza.

Człowiek, który posiada własny, jasno zdefiniowany cel, staje się odporny na informacyjny szum i dezinformację. Choćby wróg zalał go miliardami bodźców w internecie, ten za pomocą mazurowskiej checklisty błyskawicznie przefiltruje rzeczywistość. Zada sobie proste pytanie: Czy ta metoda, ten polityk, ten wniosek o dotację przybliża mnie do mojego celu, czy realizuje interes obcy? W tym momencie dobro staje się tożsame z tym, co wzmacnia naszą autonomię, a złem staje się wszystko, co próbuje nas wpiąć w cudzy program sterowania.

Co więcej, kierowanie się głębokim, wewnętrznym etosem daje nam przewagę strategicznej niewidzialności. Przeciwnik może monitorować nasze zasoby, może blokować nasze jawne metody, ale nie jest w stanie zhakować celu, który nosimy w sercach i umysłach, dopóki sami go nie ujawnimy. Duch-hetman prowadzi nas bezbłędnie przez chaos, ponieważ nie potrzebuje instrukcji z zewnątrz – paliwo czerpie z własnego wnętrza.

Jednak samo narodowe uniesienie nie wystarczy. Romantyczny zryw, pozbawiony chłodnej analizy struktur, kończy się krwawą klęską – co aż nadto udowodniła polska historia. Dlatego tożsamościowy „Duch” musi iść w parze z nowoczesną, pragmatyczną „Myślą”. Musimy zejść na realny grunt. Autonomia narodu nie rodzi się na wiecach i w pustych deklaracjach, ale w strukturach poziomych – tam, gdzie buduje się lokalne więzi, gdzie dzieciaki dumnie biegają w barwach lokalnego klubu sportowego, i wreszcie w samej ziemi, gdy uczymy się uniezależniać naszą żywność od globalnych, chemicznych korporacji nasion. Silny naród musi posiadać własną myśl techniczną, strategiczną i organizacyjną. Musi potrafić przekuć wysokie ideały etyczne w spójne, matematycznie poprawne modele zarządzania.

Stańmy się na powrót podmiotem, a nie przedmiotem dziejów. Czas najwyższy porzucić pozycję dostarczyciela taniej siły roboczej i zdrowej żywności dla obcych imperiów, które na naszych oczach i tak ulegają prawu termodynamiki cybernetycznej i kruszą się pod ciężarem własnej, rozdmuchanej mocy jałowej.

Polacy mają dziś w rękach unikalne narzędzie – precyzyjny język oraz Polską Szkołę Cybernetyki, która wyprzedziła Zachód o dekady. Czas wyciągnąć te księgi z podziemia i wdrożyć je do realnego działania. Niech nasze ego ustąpi miejsca dialogowi, a naiwność chłodnemu poznaniu. Niech każda decyzja, od uprawy roli po wielką geopolitykę, opiera się na prawdzie.

Wyznaczmy swój własny, polski cel. Zbudujmy dom o silnych, autonomicznych fundamentach, zdolny przetrwać każdą cyfrową i informacyjną nawałnicę. Ruszajmy naprzód, nie oglądając się na podszepty tych, którzy pod pozorem opieki chcą nas zniewolić.

Niech nasze działania opierają się na prawdzie, odpowiedzialności i długofalowym myśleniu. Niech ego ustąpi miejsca współpracy, a chaos – świadomie wybranemu kierunkowi. Budujmy wspólnoty zdolne do samodzielnego działania.

Wychowujmy pokolenie wolnych, odpowiedzialnych i świadomych Polaków. Twórzmy Polskę silną nie tylko gospodarczo, lecz także duchowo, kulturowo i organizacyjnie.

Z przodu go widźmy. Niech Duch będzie nam hetmanił!